Chcę być jak…

Istnieją przynajmniej trzy typy pacjentów zgłaszających się do klinik chirurgii plastycznej:

Pierwszy, to ludzie, którzy na skutek wypadków, urazów lub wad wrodzonych poszukują pomocy i rozwiązania swojego problemu. Zwykle nie oczekują „cudów”, a jedynie poprawy defektu na tyle, na ile się da, aby móc normalnie funkcjonować w społeczeństwie.

Drugi typ pacjentów, to ci, którzy chcą stać się „najlepszą wersją samych siebie”. Z medycznego punktu widzenia nie mają wskazań do operacji, a jedynie (w zależności od decyzji specjalisty) mogą bezpiecznie „poprawić sobie to i owo”. Mamy tutaj do czynienia wyłącznie z pobudkami estetycznymi.

Trzeci, najbardziej niebezpieczny zarówno dla lekarza, jak i samych siebie, typ pacjentów, to pacjenci, którzy nie akceptują swojego wyglądu mimo braku widocznych defektów urody. Są to pacjenci, którzy ślepo dążą do bycia kimś innym, niż są. Chcą wyglądać jak np. uwielbiana przez siebie gwiazda lub celebryta. Bywa, że w gabinecie lekarskim pokazują zdjęcie konkretnej osoby lub części ciała (np. biustu) licząc na to, że chirurg „zrobi” im identyczny.

Niestety, tak się nie da. Choć możliwości chirurgii plastycznej są ogromne, a techniki stale udoskonalane, żaden specjalista nie będzie w stanie pokonać indywidualnych cech anatomicznych danego pacjenta. Na przykład: ten sam rozmiar i kształt implantów piersi będzie wyglądał zupełnie inaczej na dwóch różnych osobach. Spowodowane jest to tym, że każdy z nas jest inny, a efekt końcowy w dużym stopniu zależny jest od „materiału wyjściowego”.

Oczywiście, nie oznacza to, że pacjenci powinni zrezygnować z pokazywania chirurgowi zdjęć z efektem, na jakim im zależy. To dobry sposób, aby pokazać lekarzowi, czego oczekujemy. Jednak pamiętajmy, że jest to jedynie wskazówka, a nie „pewnik” na zasadzie „kopiuj – wklej”.
Specjalista zapewne uprzedzi nas, jakich efektów możemy się spodziewać, jednak samemu też warto realnie spojrzeć na sprawę – pozwoli to na uniknięcie rozczarowań.

2 KOMENTARZE

    • Bardzo dziękuję za wnikliwe zapoznanie się z moim tekstem 😉 Wkradła się literówka, co zdarza się nawet najlepszym…
      Pozdrawiam i zachęcam do dalszego czytania,
      Małgorzata

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here