Mody trzeba się uczyć

Żeby być modnym, nie wystarczy ubierać się u znanych projektantów. Wybór najbardziej ekskluzywnych marek nigdy nie zastąpi dobrego smaku, więc uczyć się mody trzeba już od najmłodszych lat. O polskich realiach modowych, o tym jak i gdzie się ubierać, i o aktualnych trendach opowiada stylista, Tomasz Jacyków.

Andrzej Gross: Niezależnie od pory roku, na ulicach miast widzimy codziennie prawdziwą rewię mody, ale niekoniecznie w dobrym znaczeniu tego określenia. Patrząc na stylistyczną mieszankę na ulicach można zadać pytanie: Czy Polki i Polacy potrafią się ubierać?

 

Tomasz Jacyków: Wbrew pozorom to bardzo trudne pytanie, bo nie sposób tutaj uogólniać. Ale, co do zasady: jest dramatycznie i większość ludzi wygląda, jak jedzenie dla zwierząt! W większych miastach Polski można znaleźć wykształconych i interesujących się trendami mody Polaków, Europejczyków, ale nawet im zdarzają się wciąż potężne modowe wpadki.

 

A wydawałoby się, że niezliczona ilość modowych porad w Internecie, czasopismach kobiecych i, coraz częściej, męskich, oraz w programach telewizyjnych, edukuje na tyle dobrze, żeby tych wpadek nie było.

 

A jest dokładnie odwrotnie, bo nie może być każdy dla każdego ani nauczycielem, ani lekarzem, ani stylistą. Nagle okazuje się, że wszyscy doskonale wiedzą jak się ubierać! I, co gorsze, swoje rady autorytatywnie przekazują innym. Niedawno włączyłem w telewizji program, w którym sam zwykle występuję i zobaczyłem młodego chłopca, fantastycznie wystylizowanego, który lansował spodnie ze skórzanymi łatami na kolanach jako stylizację ślubną. Rozumiem doskonale ekstrawagancję w modzie, ale są pewne reguły, których zmieniać nie należy. Jeśli zbierzemy kilka lub kilkanaście takich ogólnodostępnych ‚stylizacji’ i umieścimy je w swojej szafie, bo są ‚trendy’, to zamiast pysznej stylizacji będziemy mieć w garderobie totalną biegunkę. Stylista, żeby kogoś ubrać, musi go poznać. A ktoś, kto chce zostać ubrany, nie powinien na nikim się wzorować, bo jest sobą. Poza tym, nie wystarczy znaleźć pierwszej lepszej osoby, która na wizytówce pokazuje napis: stylista. Jeśli chcemy zrobić sobie lifting twarzy albo operację nosa, najczęściej chirurga plastycznego sprawdzamy na 1284 sposoby. Sprawdzajmy też stylistów! To, że ktoś jest sam dobrze ubrany, nie oznacza, że będzie umiał ubrać kogoś innego! Zapytajmy stylistę o portfolio, niech pokaże swoje dokonania. Oceńmy, czy w podobnych stylizacjach będziemy czuć się dobrze i dopiero wtedy korzystajmy z jakichkolwiek jego rad.

 

Czy są więc uniwersalne porady, których można udzielić korzystającym z modowych blogów i porad telewizyjnych, aby nie popadali w modową paranoję?

 

Jedyną radą, jakiej można by udzielić, jest to, żeby nie korzystać bezkrytycznie ze wszystkiego, co się usłyszy albo zobaczy! Człowiek, to nie jest kukła! Jeśli chcemy kogoś wystylizować, to powinniśmy wiedzieć, czy np. kobieta wewnętrznie czuje się szarą, skromną myszką, czy seksbombą; czy jest panienką na wydaniu, czy matką trójki dzieci na wysokim stanowisku zawodowym. I trzeba sobie odpowiedzieć na bardzo wiele takich pytań, zanim zaczniemy doradzać. Mogę powiedzieć na swoim przykładzie: mam właśnie na sobie różne części garderoby, które kompletnie nie powinny ze sobą współgrać, a wyglądają razem dobrze. Ale jeśli w ten sam strój ubiorę Pana, to może się okazać, że będzie Pan wyglądał dramatycznie. Nosić odzież należy od początku. Trzeba na początek bardzo dokładnie wyjaśnić całemu społeczeństwu, co oznacza określenie ‚dress code’. Dopiero wtedy można powoli wprowadzać ludzi w świat mody. A dlaczego powoli? Ponieważ trzeba pamiętać, że ten świat, to absolutna anarchia, w której jeden sezon zaprzecza drugiemu. ‚Modne’ nie zawsze oznacza też ‚gustowne’.

 

Co jest więc największym problemem modowym Polaków?

 

Wszystko! Niedołęstwo umysłowe i apatia połączona ze skrajnym zaniedbaniem. Wielu nie tylko Polaków, ale ogólnie ludzi, nie zwraca uwagi ani na modę, ani na gustowne dobranie odzieży i dodatków, tylko na to, żeby było wygodnie. Co bardziej wykształceni dodają do tego ewentualnie: ‚higienicznie’. Właśnie idę ulicą Warszawy i mijam dojrzałą kobietę w białych, obcisłych rybaczkach. Wygląda, jakby właśnie jej piwnicę zalało, nie wspominając już o tym, że te spodnie względnie dobrze mogłyby wyglądać tylko wtedy, gdyby miała pięć rozmiarów mniej. Mężczyźni nie lepiej: dominują sportowe buty, sandały i sportowe spodenki. Tak można wyjść na jogging, a nie na ulicę…

 

I znów wracamy do tego, że ktoś taki strój tym ludziom doradził. Jeśli nie internetowy stylista, to przynajmniej Pani w sklepie, ‚bo nowe w kolekcji było’.

 

Moment. To znaczy, że będąc rasą panującą na Ziemi zachowujemy się w sklepie jak muły, które nie wiedzą, czy mają w danym momencie przeżuwać, ugryźć, czy się zsikać? Sami też mamy oczy i widzimy, jak wyglądamy! Co z tego, że krótkie majtki są nowe w kolekcji?

To nie oznacza, że pasują do wszystkiego, nawet, jeśli mają olbrzymią wszywkę ze znaną marką! Raczej upatrywałbym w tej modowej bezsilności zachowań nabytych w dzieciństwie: mama ubiera kilkuletniemu synkowi pod sandałki skarpetki, żeby nie zmarzł; synek dorasta i dalej myśli, że to jest fajne. A drugą stroną medalu są tzw. ‚wzory’: pokazy modowe i celebryci. Na ‚Fashion Week’ w Łodzi jest przepięknie, ale na wielu innych pokazach modowych miewam wrażenie, że ideą całej imprezy jest ustawiony tam gigantyczny namiot, do którego, jeśli chce się wejść, trzeba na siebie założyć coś śmiesznego. Celebryci dzielą się, natomiast, jak wszyscy, na ubranych dobrze i źle. Zanim bezkrytycznie zaczniemy ich kopiować, zastanówmy się jednak, czy np. Magda Gessler, restauratorka, wyglądałaby dobrze w stylizacji Dody, rockowej piosenkarki. I pomyślmy czasem, że jak mamy ubierać się bez sensu, to może lepiej chodzić nago (śmiech). Wracając do stylizacji: wystylizować można każdego! Jeśli wiadomo, po co! Przychodzi do stylisty dziewczyna i mówi: ‚Pracuję w sklepie, nie skończyłam nawet zawodówki, bo nie chciało mi się chodzić do szkoły, ale mam już tę pracę, ogarnęłam się i chciałabym coś ze sobą zrobić. Poznałam faceta, ale on jest adwokatem, jego ojciec i dziadek byli prawnikami, i ja tam nie pasuję’. Pewnie, że ona tam teraz nie pasuje, bo ma gigantyczny tleniony odrost, tipsiory i ubiera się w tandetne miniówki. Ale wie, czego chce! Idzie ze stylistą do fryzjera, który likwiduje odrost i wyrównuje włosy do jednolitego koloru, doprowadza do porządku paznokcie, następnie stylista dobiera jej klasyczne, stonowane ubranie, do tego dodaje np. delikatny, biżuteryjny zegarek. I już jest lepiej. Potem jeszcze nauka siadania, chodzenia, mówienia i nauczenie higieny, i dziewczyna może iść na randkę ze swoim prawnikiem, a rodzice co najwyżej powiedzą, że może i pracuje w sklepie, ale jest OK, bo potrafi o siebie zadbać! Od tego są styliści! A jeśli ktoś ma własny gust i jasno sprecyzowany cel, to nie potrzebuje stylisty, bo sam potrafi o siebie zadbać!

 

Czym powinni się charakteryzować zadbani ludzie?

 

Przede wszystkim higieną, o którą w naszym społeczeństwie trudno. Nie jest ważne, czy na kilometr czuć brudem, potem, czy perfumami. Ważne jest, że czuć, i że trudno w towarzystwie takich ludzi wytrzymać chociażby kilkanaście minut. I to także jest zaniedbaniem, o którym mówiłem wcześniej, bo nawet najlepiej ubrany człowiek odstraszy od siebie brakiem podstawowej higieny. Drugą ważną cechą jest dostosowanie ubioru do sytuacji. Jeśli idziemy do biura, ubieramy się zgodnie z obowiązującym w nim ‚dress codem’. Jeśli idziemy do miasta, ubieramy się ‚miejsko’, a nie ‚plażowo’. Jeśli ktoś od rana do nocy chodzi w dresie, to także może być modny, ale pozostanie dresiarzem, bo nie będzie potrafił dostosować się do sytuacji, w której się w danej chwili będzie znajdował. Tak samo o modowym idiotyzmie świadczyć będą nawet najbardziej topowe, markowe i zgodne z aktualnymi trendami szpilki na plaży. Podobnie w kwestii dodatków: nie ubiera się sportowych okularów do garnituru.

 

A gdzie powinniśmy się ubierać? Czy są takie marki, które są niezależnie od sytuacji zupełnie passe, i sklepy, które lepiej omijać?

 

Zupełnie passe są wszystkie drugie i trzecie linie wielkich designerów. To są ubrania i dodatki w niezłym gatunku, ale za bardzo duże pieniądze, które lepiej wydać na modne rzeczy z niedrogich czasem sieciówek. O stylu nie świadczy metka z wielkim nazwiskiem! Tru Trussardi, Iceberg, Armani Jeans, Armani Exchange, to są przykładowe marki, których noszenia raczej nie doradzam. A ubierać się można wszędzie! Świetne ubrania znaleźć można i w drogich, markowych sklepach, i w sieciówkach, i na straganie, czy w lumpeksie. Ważne jest, żeby ze smakiem połączyć ze sobą wszystko, co się kupiło.

 

Czy więc moda na marki jest rzeczą słuszną? Utarł się pogląd, że w markowych sklepach zawsze znajdziemy jakość, której oczekujemy, i że to właśnie najbardziej znane marki są wyznacznikiem mody.

 

Głupotą jest płacenie za firmę i wydawanie w designerskim sklepie czterystu złotych na coś, co w sieciówce można w tej samej jakości kupić za np. osiemdziesiąt złotych. Kiedyś, rzeczywiście, drugie i trzecie linie znanych designerów były znacznie lepszej jakości, niż ubrania z sieciówek, ale jakość tych ubrań w ostatnich latach bardzo spadła i w wielu przypadkach wyrównała się z sieciówkami. Ubrania nie są wieczne. Moda też nie jest wieczna i ciągle się zmienia. Dlatego warto przemyśleć każdy zakup i nie sugerować się tylko marką i wysoką ceną.

 

Ile pieniędzy powinien więc wydać mężczyzna, a ile kobieta, żeby ubrać się dobrze?

 

Tyle samo: raz na kwartał całą swoją miesięczną pensję. Uśrednić się tego nie da. Obliczyć kwotowo także nie. Jeśli ktoś zarabia 1500zł., wydaje 1500zł., a jeśli 10000zł., to 10000zł. Dzięki temu jest dobrze ubrany w odniesieniu do grupy społecznej, w której znajduje się ze względu na swoje zarobki. Oczywiście, jeśli ktoś, kto zarabia 1500zł. wyda kwartalnie więcej, będzie dobrze ubrany. Ale raczej nie będzie się czuć dobrze w towarzystwie swoich znajomych, którzy przeciętnie zarabiają tyle samo, co on/ona. Taki trend jest na całym świecie od lat i nie warto go zmieniać.

 

Załóżmy więc, że świadomie wydajemy na siebie taką kwotę w sklepie i przystępujemy do wyboru ubrań i dodatków. Co powinno być dla nas ważniejsze podczas wyboru: wygląd, czy funkcjonalność?

 

Zawsze wygląd i jakość. Funkcjonalność, to rzecz drugorzędna.

 

A czy nasze wybory powinny iść w parze z modowymi stereotypami? Dla wielu kobiet wciąż ideałem są wybiegowe modelki.

 

Dobre pytanie! (śmiech) Gdyby zapytał mnie Pan, czy kobiety powinny lepiej się ubierać, czy skuteczniej odchudzać, wybrałbym zdecydowanie drugą odpowiedź. Ale bez przesady! Żyjemy w czasach wszechobecnego tłuszczu. Przechodzimy koło gimnazjum i widzimy czternasto i piętnastolatki, które mają po kilkanaście kilogramów nadwagi! Jak te dziewczynki będą wyglądać dziesięć lat później? W jakiej kondycji będzie ich skóra i ciało? Wtedy nie pomogą nawet najbardziej drastyczne diety! Jeśli skóra i ciało są w dobrej kondycji, to kilkukilogramowa nadwaga może wyglądać nie tylko nie rażąco, ale nawet seksownie. Ale większa będzie wyglądać zawsze tragicznie. To samo stanie się, jeśli przesadzimy z odchudzaniem. Rozmiar 34 będzie dobry dla szesnastolatki, ale nie dla sześćdziesięciolatki. Zadbana trzydziesto albo czterdziestolatka będzie nosić rozmiar 36 albo 38. Panie po pięćdziesiątce mogą dobrze wyglądać w rozmiarze 40. Powyżej rozmiaru 40 już niekoniecznie. W doborze rozmiaru ważny jest jeszcze, oczywiście, wzrost kobiety, ale w odniesieniu do rozmiarów o których mówiłem, nie gra on już większej roli. Tyle, jeśli chodzi o to, jak powinno być. A jak jest? W dużych miastach można czasem spotkać zadbane czterdziestolatki w rozmiarze 36, ale przeciętnie Polka w tym wieku ma 15 kilogramów nadwagi, nie chodzi na siłownię, ani nie ćwiczy, a dodatkowo z powodu otłuszczenia ma problemy z sercem. Ideał ideałem, a rzeczywistość, jaka jest, każdy widzi.

 

Po ubraniach, higienie, utrzymaniu szczupłej, dostosowanej do wieku, sylwetki, przychodzi czas na inne zmiany w wyglądzie. Tu pojawia się medycyna estetyczna i chirurgia plastyczna.

 

I bardzo dobrze! Ja uważam, że każdy, kto czuje wewnętrzną potrzebę korekty swojego wyglądu, powinien mieć do niej prawo i powinien mieć taką możliwość! Jeśli chce się długo żyć i czynnie uczestniczyć w życiu zamiast zamykać się w domu, to trzeba dobrze wyglądać i, przede wszystkim, swój wygląd akceptować. Dlatego, jeśli problemem w naszym wyglądzie jest nos, a chirurgia plastyczna daje możliwości skorygowania tego problemu, czemu mielibyśmy z nich nie skorzystać? Podobnie w przypadku wszelkich zabiegów medycyny estetycznej. Ale wszystko trzeba robić z umiarem i w odpowiednim czasie. Każdy z nas się starzeje i, umówmy się, to nie jest fajne. Jeśli chcemy trochę czas oszukać i na chwilę zatrzymać go w naszym wyglądzie, możemy to zrobić dopóty, dopóki pozwala nam na to np. stan skóry. Bo cofnąć czasu z pewnością się nie da.

 

Rozmawiał: Andrzej Gross

Foto:Michał Pawłowicz, Jagienka i Robert Stefanowicz

Materiał pochodzi ze strony magazynu Pragnienie PięknaJacykow

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here