Felinoterapia, czyli jak Mruczek terapeutą został…

Dzisiejszy wpis, to małe odstępstwo od zasadniczej tematyki mojego bloga. Mam jednak wytłumaczenie: „bo kot”, a każdy, kto choć trochę mnie zna, przyzna, że dla kotów gotowa jestem na wiele 😉
Od kotów można się wiele nauczyć. Pan Gadosław – mój kot – nauczył mnie że „mogę, ale nie muszę”, co wbrew pozorom jest dość mądre i życiowe. Po prostu czasem trzeba sobie odpuścić, bo… nie zawsze warto. To taki wewnętrzny rachunek zysków i strat – przydatny w życiu.

‚Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los.’, Oscar Wilde.

Blisko sześć tysięcy lat po zaprzyjaźnieniu się z psem, człowiek dostrzegł bliskiego przyjaciela także w innym czworonogu: drapieżniku, indywidualiście, który jednak udowodnił, że potrafi być niezastąpionym towarzyszem. Kariera kota była wyjątkowa: od sprzymierzeńca w gospodarstwie domowym, przez przyjaciela, do czczonego i wielbionego zwierzęcia-boga. Przez wieki rola kota zmieniała się i ewoluowała razem ze zmianami w kulturze człowieka. Sporną kwestią pozostaje jednak to, kto kogo pierwszy zauważył.

 

Kot: urodzony łowca, doskonale radził sobie bez naszej pomocy. Ludzie, gdy ich życie przybrało tryb osiadły, zaczęli tworzyć pierwsze osady i zajmować się rolnictwem. Wtedy dostrzegli problem braku skutecznej ochrony swoich plonów i zapasów żywności przed drobnymi gryzoniami. Początkowo człowiek tylko tolerował obecność kotów, jednak w niedługim czasie zaczął dostrzegać korzyści wynikające z tej ‚przyjaźni’. Do udomowienia kota doprowadziła więc symbioza: człowiek karmił kota, który chronił jego dobra.


Nawet dziś znajdziemy ludzi, którzy rolę kota sprowadzają wyłącznie do polowania na przydomowe szkodniki. Poprzez liczne mity i legendy utrwalił nam się wizerunek tego zwierzęcia, jako przebiegłego i nielojalnego, a przy tym dbającego wyłącznie o swoja wygodę. Niekiedy nawet można spotkać się z opinią, że kot jest niebezpieczny dla przyszłych matek i należy się go pozbyć dla dobra matki i dziecka. Nic bardziej mylnego: oczywiście. Rozprzestrzeniająca się niemal wyłącznie przez koci mocz toksoplazmoza jest niebezpieczna, jednak, aby uniknąć zakażenia, wystarczy wystrzegać się bezpośredniego kontaktu z kocią toaletą.

 

Osoby które zaprzyjaźniły się z kotami i je polubiły, wiedzą, że są to oddani przyjaciele, a nawet… terapeuci. Prowadzone od lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku badania dowodzą, że nawet krótkie obcowanie ze zwierzętami ma pozytywny wpływ na zdrowie i psychikę człowieka. Terapeutami stały się więc psy, konie, osły, delfiny i koty.

 

W wielu państwach stworzono profesjonalne programy felinoterapii wspomagające leczenie osób starszych, chorych psychicznie, dzieci autystycznych, a nawet resocjalizację więźniów. Kontakt z kotem działa wyciszająco i uspokajająco. Głaszcząc kota i wsłuchując się w jego jednostajne mruczenie możemy się zrelaksować i odprężyć, a co za tym idzie, ukoić nerwy. Ma to bezpośredni wpływ na obniżenie ciśnienia, trójglicerydów i cholesterolu we krwi. Może mieć też wpływ na zmniejszenie ryzyka chorób układu krwionośnego, a nawet zmniejszać ryzyko zawału serca. Z drugiej strony, przebywanie z kotem prowokuje u człowieka ruch i aktywność, co przy współczesnym, konsumpcyjnym stylu życia, jest nieocenionym działaniem terapeutycznym. Dowiedziono, że aktywna zabawa z kotem skutkuje m.in. obniżeniem poziomu cholesterolu, mniejszym ciśnieniem krwi i unormowaniem rytmu serca, co ryzyko zawału zmniejsza nawet o kilka procent.

Koty mogą też pomóc w uśmierzaniu bólu, gdyż wyczuwają bolesne miejsca na ciele i układają się na nich. Przeciwnie zjonizowane: sierść kota (ujemnie) i chore miejsca (dodatnio) powodują działanie przeciwbólowe, ogrzewające i uspokajające.

 

Niektórych rodzajów felinoterapii często zupełnie nieświadomie doświadczamy na sobie samych w domowym zaciszu. Często Mruczek staje się nieocenionym terapeutą dla ludzi starszych. Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak korzystna jest ‚codzienna gimnastyka’ przy karmieniu kota, schylanie się aby go podnieść, czy pogłaskać. Kot doskonale wypełnia także pustkę u osób samotnych, niemalże całkowicie likwidując poczucie osamotnienia, a przy tym nie jest, jak wiele psów, nachalny, hałaśliwy, ani nazbyt wymagający.

 

Godny uwagi jest również fakt, że kot doskonale ogrzewa zmarznięte dłonie, gdyż naturalna temperatura kociego ciała wynosi przeszło 37 stopni. Głaszcząc lub trzymając go na kolanach możemy liczyć na dodatkowy bonus w postaci przyjemnego ciepła. Osoby chorujące na reumatyzm lub starsze, u których stawy nie są już tak sprawne, mają przy okazji głaskania kota dodatkową, jakże cenną gimnastykę dla stawów. Za granicą koty wykorzystywane są głównie w domach opieki i domach seniorów jako zwierzęta potrafiące nawiązać niepowtarzalną więź z mieszkańcami tych placówek. U osób chorych na Alzheimera koty pomagają uruchomić pamięć wsteczną. Pacjenci głaszcząc kota i skupiając na nim swoją uwagę zaczynają sobie przypominać swoje życie i opowiadać o nim.

 

Bardzo trudne jest dotarcie do świata dzieci dotkniętych autyzmem. Potrzeba wiele cierpliwości i opanowania, aby nawiązać porozumienie z chorym dzieckiem, jednak kotu świetnie się to udaje. Dzięki spokojnemu usposobieniu kot nawiązuje wspólny język z dzieckiem i pozwala mu na lepszy kontakt z otaczającym światem. Kot nie straszy i nie wymusza zainteresowania. Można powiedzieć, że swoją obecnością wytwarza niezwykle spokojną i odprężającą atmosferę, która małym pacjentom ułatwia otwarcie się na otoczenie. Podobnie nieoceniony jest wpływ kota na dzieci dotknięte ADHD. Spokój i opanowanie Mruczka w pewien sposób udziela się dziecku i pomaga mu się wyciszyć. Dzieci, nie tylko dotknięte chorobą, dzięki kontaktom z kotami uzyskują też wyższą, niż rówieśnicy, empatię i wrażliwość. Doskonale rozpoznają wysyłane przez koty w naturalny sposób sygnały i reagują na nie.

 

Niezaprzeczalną przewagą felinoterapii jest też to, że kot, w przeciwieństwie do innych, wykorzystywanych w zooterapii zwierząt, nie wymaga tresury. Jest obecnie jedynym zwierzęciem, w przypadku którego terapię stanowi jego naturalne zachowanie. A, poza wszystkim, kot ‚działa’ także poza terapią: jego głaskanie, drapanie, czy przytulanie, prowokuje ludzki organizm do wzmożonej produkcji nazywanych ‚hormonem szczęścia’ endorfin.

Warto więc przemyśleć, czy w domu nie znajdzie się miejsce dla na pozór tylko chodzącego własnymi drogami kota. Korzyści wynikające z codziennego z nim obcowania, są bowiem znacznie większe, niż nauczyliśmy się o nich myśleć.

 

Tekst: Małgorzata Maksjan (magazyn Pragnienie Piękna)

Felinoterapia

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here