Domowe Laboratorium – termometry elektroniczne

bezpieczne termometry

Na chwilę odrywam się od chirurgii plastycznej i medycyny estetycznej. Tym razem medycyną
zajmę się nie w klinice i nie z udziałem lekarza, ale w domu. W domu to ja muszę być lekarzem (jak
każda kobieta, prawda?). Podstawowym problemem jest zdiagnozowanie enigmatycznego „Źle się
czuję, chyba mam temperaturę”. Niby proste: termometr w dłoń i do chorego (męża, dziecka –
niepotrzebne skreślić). Tu pojawia się jednak pierwsza przeszkoda: termometr pod pachę, do ust, czy
właściwie: gdzie? I na jak długo? I „Nie stukaj w termometr, bo za dużo pokaże”.
O ile wiem, termometry szklane wciąż są w naszych domach najpopularniejsze, bo to i tanie, i
łatwo dostępne, i kłopotu z wyborem nie ma (generalnie wszystkie działają tak samo), poza tym babcia
jeszcze używała, i nigdy się nie psuje… tylko trochę dziś już niewygodne jest. Przede wszystkim
dlatego, że czego by tam w środku nie było (choć rtęć jest już w nielicznych egzemplarzach), nie jest
dobrze, jak się „to coś” ze środka na płytki, na które się przypadkowo wysunął spod pachy, wyleje.
Dodatkowo: dość długo trzeba czekać na pomiar, a z dokładnością… to już zależy od umiejętności
używającego.
Też miałam szklany termometr. I nawet nie zmieniłam go z powodów podanych powyżej.
Denerwowało mnie wpatrywanie się w słupek rtęci (lub innej substancji, nie wiem, jakiej). Zwłaszcza w
piękny, słoneczny dzień, kiedy szkło skutecznie odbijało promienie uniemożliwiając zobaczenie wyniku.
Do apteki. Zdecydowałam się na prosty termometr elektroniczny. Kilkanaście złotych zamiast
kilku, ale zapewne dużo lepiej wydane. Ale… już pierwsze mierzenie temperatury uświadomiło mi, że
jakkolwiek słońce problemu więcej nie sprawi, to sam pomiar mniej uciążliwy nie będzie. Jednym
słowem: żeby zmierzyło, też trzeba gdzieś wetknąć, i to na przynajmniej kilkadziesiąt sekund 😉 I znowu:
gdzie, żeby było najlepiej? Mnie zawsze mówili, że pod pachą pomiar nie jest do końca prawdziwy, a
znowu mężowi gdzie indziej, niż pod pachą, to ujma, bo z termometrem w uchu albo ustach siedzieć
nie będzie… Zgroza!
Na szczęście od czasów naszych babć i mam technika poszła do przodu i pojawiły się
termometry bezdotykowe i termometry elektroniczne z szybkim pomiarem. W sklepach i aptekach
przyjrzałam się ofercie. Z własnych doświadczeń wiem, że zbyt tanio, to niekoniecznie dobrze, a zbyt
drogo, to często z zupełnie zbędnymi funkcjami, więc postanowiłam przyjrzeć się termometrom z półki
nie przekraczającej stu złotych. Wybrałam dwa: elektroniczny do ucha i czoła, oraz bezdotykowy, do
pomiaru temperatury ciała i przedmiotów (to ciekawe, prawda?). Dobrze skojarzyła mi się też nazwa
Domowe Laboratorium, bo wcześniej miałam do czynienia z innymi produktami tej firmy, ale o tym
może napiszę w kolejnych postach.
Oba termometry zapakowane były w praktyczne, zawierające sporo informacji, pudełka. Nie
musiałam wypytywać sprzedawcy o deklarowaną szybkość i dokładność pomiaru, oba termometry w
komplecie miały też dedykowane baterie. Produkcja chińska (jak większość dostępnego w sklepach
sprzętu) – punkt dla Domowego Laboratorium, że tej informacji nie ukrywa, a dodatkowo podaje pełne
dane producenta, zgodność urządzeń z normami medycznymi i infolinię (polską, oczywiście).
Zaczynam od(IT-901). Instrukcja zaczyna się informacją o średniej
temperaturze pod pachą, na czole, w ustach, w uchu i w odbycie. Każda jest inna, o czym nie zawsze
pamiętamy, a warto! Opis działania urządzenia jest krótki, ale zupełnie wystarczający nawet dla kogoś,
kto nie zna się na technicznych niuansach 😉 Po włożeniu baterii termometr trzeba skonfigurować: m.in.
wybrać jednostkę temperatury (stopnie Celsjusza lub Fahrenheita). Konfiguracja, to w praktyce
kilkukrotne naciśnięcie jednego przycisku przy baterii. Przy okazji okazało się, że urządzenie mierzy też
temperaturę przedmiotów i pomieszczenia. Ciekawe 😉 Wizualnie termometr sprawia korzystne
wrażenie. Białofioletowy, nie zabierający wiele miejsca, z praktyczną podstawką

Temperaturę mierzyć można nim na dwa sposobyW tej wersji służy do mierzenia temperatury na czole.

termometr elektroniczny

 

pomiar temperatury w uchuPo zdjęciu osłony – w uchu. Pomiar temperatury na czole, to „przeskanowanie” czoła, trwające kilka sekund. Pomiar w uchu jest jeszcze szybszy. Dobre jest to, że do pomiaru w uchu nie potrzeba
żadnych nakładek. Po sygnale dźwiękowym na wyświetlaczu widzimy temperaturę z dokładnością do
0,2 stopnia Celsjusza, a kolor wyświetlacza od razu pokazuje stan: normalny (zielony), podgorączkowy
(pomarańczowy) lub gorączkę (czerwony). Ciekawostką jest wspomniany pomiar temperatury
otoczenia, ale to jest chyba najmniej istotna z funkcji.

 

Bezdotykowy termometr mini (DT-608) na pierwszy rzut oka wygląda jak duży odtwarzacz mp3

termometr bezdotykowy Nie ma podstawki, ma praktyczną smycz i woreczek termometr bezdotykowy i nadaje się do zabrania ze sobą na
jogging albo w podróż. Już przy konfiguracji (równie prostej, jak w poprzednim modelu) okazuje się, że
ten termometr ma mniej funkcji: mierzy temperaturę ciała lub przedmiotu, otoczenia już nie. Ma też
prostszy, nie podświetlany kolorami wyświetlacz. Pomiar temperatury ciała producent zaleca na skroni
lub za małżowiną uszną. Czujnik termometru musi znajdować się nie dalej, niż 2,5 centymetra od
miejsca pomiaru. Tyle. Kropka. Jeden przycisk, sygnał dźwiękowy i gotowe.
Oba termometry są zbliżone cenowo. Oba mają dwuletnią gwarancję w systemie door-to-door.
Fakt istnienia stałej infolinii produktowej pozwala zaufać marce. Z pewnością używanie obu
testowanych przeze mnie rodzajów termometrów, to koniec z problemami, o jakich pisałam na
początku: pomiar jest prosty, szybki, czytelny, nie znuży dziecka (a nawet może je zaciekawić), nie
spowoduje sporu małżeńskiego o miejsce używania urządzenia 😉
Dla mnie the Winner is: IT-901. Nie robi mi różnicy dodatkowa sekunda (dokładnie sekunda)
przy pomiarze. Nie robi mi różnicy konieczność dotykowego „zeskanowania” czoła. Nie zdecydowałam
się też na przetestowanie droższych modeli, które temperaturę mierzą z odległości większej, niż 2,5
centymetra, bo w domu ich zwyczajnie nie potrzebuję. A jeśli ktoś z Was zastanawia się nad
„przesiadką” z termometru „pod pachą” na bardziej zaawansowany, to zaręczam, że wygoda użycia
rekompensuje nieco wyższą cenę 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here