Nieudane operacje plastyczne?

W tzw. sezonie ogórkowym, gdy nie dzieje się nic, co podsyciłoby emocje widzów lub czytelników, niektóre redakcje wpadają na „doskonałe” pomysły „wyrzeźbienia” sobie nośnego i sensacyjnego materiału. Doskonale sprawdzają się tu nowinki z życia celebrytów lub inne – wyssane z palca – ale za to jakże poczytne newsy… W tego typu newsach szczególnie celują, zresztą, plotkarskie media internetowe.

O medycynie estetycznej i chirurgii plastycznej piszę już od tak długiego czasu, że pozwolę sobie poddać krytyce pojawiające się w mediach podczas wspomnianego sezonu ogórkowego (choć nie tylko) sensacyjne doniesienia i ploteczki pozbawione jakichkolwiek uzasadnień medycznych.

Przeglądając Internet możemy natknąć się na zdjęcia osób, które na własne życzenie przybrały dość karykaturalny wygląd wskutek nie zachowania umiaru w „upiększaniu” się. Po pierwsze: Kobieta Kot, Człowiek Gad i kilkoro innych miłośników efektów chirurgii plastycznej brylują w mediach już od lat. Grono wcale dynamicznie się nie powiększa. Po drugie: Przeważająca część z nich z całą pewnością dokładnie tego chciała. Ich wygląd jest w pełni przemyślany i zaplanowany. To samo dotyczy celebrytów (choć nie tylko)  z „mocno” powiększonymi ustami”, dużym silikonowym biustem lub innymi wypełniaczami, które miały za zadanie ich upiększyć. Nie należy za to krytykować. Każdy ma prawo do realizacji swoich marzeń (także tych o wyglądzie). Dużą rolę odgrywa tu doświadczony lekarz, który poprowadzi pacjenta w taki sposób, aby nie stała mu się krzywda. Zawsze wizję siebie warto skonfrontować ze zdaniem lekarza, który określi możliwości medyczne i, przede wszystkim, bezpieczeństwo dla naszego zdrowia.

Inaczej ma się sprawa, gdy zamiast do lekarza udajemy się do „kogoś tańszego”. Tu gwarancji nie mamy żadnych. I tu zaczyna się kolejna grupa. Grupa Miłośników Wypełniaczy. Spora część tej grupy, to osoby, które poddały się zabiegowi z użyciem wypełniacza w czasie, gdy nie dysponowano jeszcze na tyle bezpiecznymi lub przewidywalnymi preparatami, żeby efekt wypełnienia uzyskać bez mniejszej lub większej szkody. Wielu celebrytów ma w twarz wstrzyknięty płynny silikon, czego długofalowe skutki są widoczne gołym okiem. To głównie ich zdjęcia oglądamy w sensacyjnych materiałach. Dużą niesprawiedliwością jest wkładanie do jednego worka ówczesnych preparatów z preparatami nowej generacji, które są bezpieczne i w pełni przewidywalne. Ich dużą zaletą (wbrew pozorom) jest to, że nie są trwałe i z czasem ulegają całkowitemu wchłonięciu. Gdy jesteśmy zwolenniczkami metod naturalnych, jako wypełniacza lekarz może użyć naszej tkanki tłuszczowej.

Wiele osób „skrzywdzonych” przez chirurgię plastyczną, czy medycynę estetyczną, w końcu przyznaje, że szukało najtańszej kliniki często poza granicami Europy. Skutek? Opłakany. Pacjenci nie do końca (lub wcale) rozumieli, co tamtejszy „specjalista” do niej mówi (bariera językowa). Więcej: „Specjalizację” domniemanego lekarza poznawali nie w szpitalu, czy klinice, ale np. wynajętym pokoju hotelowym. Ale razem z nagłówkiem artykułu: „Ofiara medycyny…” w świat idzie niepełna informacja krzywdząca wszystkich specjalistów i obrażająca osoby stosujące zabiegi medycyny estetycznej lub chirurgii plastycznej. O czym Szanowni Widzowie, Słuchacze lub Czytelnicy już nie wiedzą, bo przecież nie byłoby „newsa”…

Pole do popisu mają także komentatorzy-forumowicze, którzy dla samej hecy, nie mając pojęcia o temacie, dokładają swoje „sprawdzone” (sic!) informacje. Pojawiają się więc komentarze zaczynające się od słów „a moja koleżanka…” , „moja ciocia…”, „kolega mojego kolegi…”. Szczególnie uczulona jestem na słowa, „wstrzyknęła sobie botoks w usta…”. Głupie, nie? A jednak. Proponuję wpisać sobie tę frazę w wyszukiwarce. Ilość „profesjonalnych”, „wszystkowiedzących” komentarzy powala. A botoksu do powiększania ust nie stosowało, nie stosuje i nie będzie się stosowało nigdy. Zabawne jest też tworzenie na siłę nowych „jednostek chorobowych”, np. uzależnienia od botoksu, które nawet dorobiło się własnej nazwy: „botoksoreksja”. Bzdura!

W USA rzeczywiście zdarzają są tzw. „botoks party” – spotkania (bywa, że w prywatnym domu klientki) ze specjalistą medycyny estetycznej, podczas których zebranym pacjentkom wstrzykiwana jest toksyna botulinowa. W Polsce takie spotkania, to wciąż rzadkość. A dorabianie do tego tła w rodzaju zakrapianej alkoholem imprezy jest już sporym nadużyciem. Żaden lekarz nie zdecydowałby się na połączenie iniekcji z użyciem botoksu z piciem alkoholu! Mówię to z pełną odpowiedzialnością w imieniu, jak sądzę, wszystkich lekarzy. Co innego, jeśli zamiast specjalisty wybieramy „kogoś tańszego” (tu zalecam powrót do piątego akapitu artykułu, a potem czytanie dalej) 😉

Prawdą jest, że podanie toksyny botulinowej przez niewykwalifikowaną osobę może spowodować całkowite unieruchomienie mimiki twarzy. Ale przecież dlatego udajemy się do lekarza medycyny estetycznej, żeby uniknąć takich konsekwencji. I znowu uogólnianie, i mówienie, że każdy zabieg botoksem spowoduje taki efekt, jest nieprawdziwe. Botoks (toksyna botulinowa) jest substancją działającą w określonym czasie (4 – 6 mc.) Po tym czasie ulega degradacji i nasza twarz wraca do poprzedniego wyglądu. Absolutnie bzdurą jest mówienie, że jeżeli nie zdecydujemy się na kolejny zabieg, będziemy wyglądały gorzej, lub że jeśli raz poddamy się zabiegowi, to konieczne będzie regularne stosowanie toksyny już na zawsze.

Mam jedną radę dla tych wszystkich, którzy szukają informacji o medycynie estetycznej i chirurgii plastycznej; Szukajcie wiadomości nie na plotkarskich portalach, a na stronach lub w magazynach związanych z tymi gałęziami medycyny. Wszystkim piszącym artykuły na tematy medyczne sugeruję konsultowanie informacji ze specjalistą (lekarzem). W ten sposób unikniemy powtarzanych głupot, bo przecież chyba wszystkim powinno zależeć na rzetelnej i sprawdzonej informacji, prawda?… Kropka.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here